-Abertforh! Albus! Ariana! - Zawołała kobieta zza progu kuchni- Chodźcie na kolacje!
Dzieci wstały, otrzepując się z piasku, zbiegły z niewielkiej górki przy domu. Po chwili były już przy stole, gdzie ich matka przygotowywała zupę.
-Wiesz, mamo?- Spytała dziewczynka- Jestem królewną!
-Oczywiście! A Twoi bracia to książęta?
-Nie! Ja jestem rycerzem, a Abertforth smokiem!- wykrzyknął najstarszy, rudy chłopak.
-Ach, no tak. Przepraszam. A teraz jedz rycerzu, bo nie będziesz miał siły pokonać.....
Ale młodszy chłopiec przerwał jej.
-Smoka.
W rodzinie tej była tradycja którą nazywali ,,Niewstawanie od stołu". W skrócie polegała na tym, że ktoś , kto już zje czeka na ostatniego, a dopiero wtedy wszyscy mogą wstać od stołu.
Oczywiście każdy z nich solidnie tego pilnował, ponieważ była to jedna z najważniejszych tradycji rodzinnych, że nawet ich ojciec z okropnie dobrą pamięcią, nie pamięta takiego dnia, kiedy by tak nie było.
-Smaczne, czyż nie? A teraz do łazienek! Migiem!- matka zagoniła dzieci na górne piętro, a sama podeszła do drzwi wejściowych. Opierając się o ramę, spoglądała na drogę leśną, jakby czekając na kogoś.
- A ten znowu wziął nockę....- Aberforh, jak zwykle wieczorem, podglądał matkę zza okna pokoju, w którym spał razem z rodzeństwem.
-Nie narzekaj, pracuje głównie dla Ciebie. Chodź, pomóż mi ścielić łóżko Ariany.
Ale chłopak o jasno-kasztanowych włosach przytaknął tylko, ale wcale się nie ruszył z miejsca. Obserwował matkę z bólem serca przez pół nocy, długo po zaśnięciu siostry i -jak myślał- brata.
Jednak on nie spał już od dawna. Od kiedy dowiedział się, że przyjęto go do szkoły.
Wcześniej już dużo słyszał o niej, od ciotki Honorii, która przyjeżdżała co miesiąc.
Właściwie wtedy ani razu nie mówiła do niego. Wspominała tylko czasy, w których sama się uczyła razem z jego ojcem, Persiwal'em.
Ciotka, jak tylko dowiedziała się o przyjęciu go do szkoły( młody Albus nigdy nie dowiedział się dlaczego, ale mógł domyślać się, że przez sąsiadkę p.Doge, która zawsze ich podsłuchiwała, czy obserwowała i o wszystkim donosiła... cóż... wszystkim).
Albus bał się, że nie przyjmą jego rodzeństwa, żeby też tak mógł wspominać na starość, albo chociaż kiedy będzie ,,w sile wieku"- jak to mówi jego tato.
Z drugiej strony cieszył się z tego, ponieważ słyszał od ciotki, że bardzo trudno się tam dostać.
W jednej z rozmów jego rodziców usłyszał ,,Cała moja rodzina była w Gryffindorze, Kendro. To byłby zaszczyt, gdyby to kontynuować"- a zaledwie tydzień później pojawił się list od sowy zaadresowany do samego Albusa. Tak zaczęła się jego bezsenność, błądząc myślami po korytarzach zamku Hogwart.
Jego brat, Aberforth musiał mieć inny powód, bo przecież był 3 lata młodszy.
Miał zaledwie 8 lat i Albus nie wierzył, żeby przyjęli go tak wcześnie do szkoły. Chociaż czasem myślał sobie, co by to było, gdyby byli bliźniakami. Raz nawet opowiadał o tym mamie, ale ta nie przyjęła tego poważnie, tylko zażartowała z niego (,,Mieć dwójkę płaczących dzieci, kiedy ich ojciec jest w pracy? Albusie, dobrze się czujesz? Od kiedy masz takie sny?").
Na co on, nie chcąc dalej kontynuować tej rozmowy odpowiedział tylko krótkie ,,Mamo, żartowałem!".
Matka oczywiście uwierzyła mu. Nieczęsto trafiał się dzień, w którym jej pierworodny syn, nie chciał żartować.
***
Nastał ranek. Dzieci zeszły po drewnianych schodach do obszernej kuchni, gdzie zastała ich miła niespodzianka.
-Tata!!!- Wykrzyknęli wszyscy chórem.
-Witajcie dzieciaki! Jak się spało? Ile tym razem dziwnych snów mieliście? Ja naliczyłem... 6? 7?- Uradowany ojciec wstał z krzesła i podbiegł do nich, przytulając mocno.
Następna godzina - jak zwykle rano- minęła im na opowiadaniu swoich fantazji, w czasie kiedy Kendra przygotowywała śniadanie.
Po zjedzeniu, tradycyjnie każdy czekał, aż powolny Albus zje swoją porcję.
-W co bawimy się tym razem? Znowu w smoki i rycerzy?- Zaproponował rudy chłopak, wstając od stołu.
-A może dzisiaj w Zoo? - Spytała podniecona Ariana, odkładając naczynia do miski z wodą.
-To dobry pomysł. - przyznał brunet. - Tato, może pobawisz się z nami? Możesz być ochroniarzem...
Nagle mężczyzna spoważniał i przełknął z trudem ślinę. Każdy z nich tak naprawdę wiedział, co zaraz powie i że niełatwo mu to mówić. Albus kopnął pod stołem swojego brata. On szybko zrozumiał, że chodziło mu o ,,Poco żeś to mówił?!""
-Nie mogę się z Wami pobawić- znowu przełknął ślinę- Ale chciałbym. Wierz w to, synu.
- Chcę wierzyć, że kiedyś będziesz miał dla nas czas!!!- Wykrzyknął, wstał i pobiegł na górę.
Chwile milczenia, w których każdy powstrzymywał się od płaczu, przedłużały się okropnie.
W końcu matka wypędziła ich do salonu, a sama zamknęła wszystkie drzwi do kuchni.
Nie trzeba było być wielkim magiem, żeby wiedzieć, co się właśnie dzieje w głowach ich rodziców. Sami też domyślali się, co myśli reszta rodzeństwa-dokładnie to samo.
Nazywam się Dumbeldore, Albus Dumbeldore. Pochodzę z biednej rodziny,gdzie ojciec pracował po nocach, a matka wytrwale zajmowała się mną, moim bratem Aberforth'em i siostrą Arianą. Och, Ariana. Złota dziewczyna, tak o niej mówili..... A ja nadal mam wyrzuty sumienia........
sobota, 28 listopada 2015
czwartek, 26 listopada 2015
Prolog
Znowu miałem ten sam sen..... O niej.....
Od dawna mam przed oczami widok jej śmierci, jej twarz...
...I ten strach mojego brata i mój...
Ten przeraźliwy krzyk przeniknął moją duszę jak kolec, którego nie mogę wyjąć.
Chcę się obudzić!
Nie chcę żyć dłużej w świecie zdechłych dusz-normalnych ludzi, zgniłych od środka
Jestem jednym z nich.
Nie ja mam pokonać Voldemorta- tak, nie boję się jego imienia. On boi się mojego
To Harry musi go pokonać.
Doprowadzę go do pewnego momentu i zniknę.
Na zawsze
Taki jest mój los, los Feniksa .....
Subskrybuj:
Posty (Atom)